Misja specjalna zawsze lojalna? wrzesień 25, 2007
Posted by melwas in media.add a comment
Jan Pospieszalski ostatnio narzekał, że 8 lat temu media były łaskawe dla Aleksandra Kwaśniewskiego. Tak, smutne to były czasy, gdy mediami publicznymi zarządzali ludzie Prezydenta. Dziś jednak praktyki tamtych czasów są kontynuowane, jeśli nie twórczo rozwijane.
Jak wiemy na dniach mamy być świadkami debaty pomiędzy Aleksandrem Kwaśniewskim a Jarosławem Kaczyńskim. Telewizja publiczna musi więc przygotować odpowiednie pole dla późniejszej dyskusji. Jest to niewątpliwe bardzo ważna misja, można by rzec: misja specjalna.
Niezawodna w takich okolicznościach jest właśnie “Misja Specjalna” pod redakcją Anity Gargas – słynnej redaktorki, wybitnie zakochanej w byłym prezydencie. Co prawda głupio by było zajmować się pijaństwem Kwaśniewskiego, gdyż materiał dni ostatnich specjalnego śledztwa nie wymaga, a większość społeczeństwa już od dawna wie, że Kwaśniewski w Charkowie…
Padło więc na fundacje Kwaśniewskiego “Amicus Europae”. Oczywiście premier Kaczyński ostatnio w odniesieniu do początków PC mówił coś o odgrzewanych kotletach, ale widać nie każdy dobrze odgrzany kotlet smakuje źle. “Misja specjalna” nic specjalnie nowego nie odkryła, ale w materiale dużo mówiącej i przerywającej Doroty Kani nie zabrakło smutnych i potępieńczych słów.
Najciekawsze jednak były autorytety redaktor “Wprost” wypowiadające się w materiale. Była to Julia Pitera z przywróconej chwilowo do łask PO, doskonale obeznany w sprawach europejskich – specjalista od inwigilacji w obiektach sportowych – bezpartyjny (ale odpowiednio życzliwy) eurodeputowany Ryszard Czarnecki oraz… uwaga, uwaga – fachura od transparentności i uczciwości… Leszek Miller.
Można się dziwić, że redaktor Kania tak wyczulona na wszelkie przekręty na eksperta (od uczciwości?) wzięła sobie akurat byłego premiera, ale co się dziwić – w końcu we “Wprost” Leszek Miller od zawsze był uważany za postać wybitną, co kiedyś w pełnym wzruszeń tekście z 2004 roku udowodnił dzisiejszy szef Kani, redaktor Janecki:
Dzięki sprawowaniu funkcji premiera Leszek Miller stał się politykiem w pełni godnym zaufania. Tak twierdzę, mimo fatalnych notowań premiera. [...] Jestem przekonany, że Leszek Miller byłby dobrym premierem na następne cztery lata i byłby też chyba dobrym prezydentem.
Nie wiadomo, czy byłby dobrym prezydentem. Dobrym specem od naparzania Kwaśniewskiego jest na pewno. Nadchodzą więc chyba dobre czasy dla Leszka Millera w TVP – o ile oczywiście ekipa PiSowska utrzyma się przy władzy. Oczywiście można uznać, że pojawienie się Leszka Millera jako eksperta “Misji” jest zupełnie przypadkowe i nie ma związku z tym, że PiS szykuje się do walenia w Kwaśniewskiego. Można, ale po co? Zwłaszcza, że w jednym z ostatnich numerów Dziennika, Luiza Zalewska opublikowała tekst, w którym opisuje w jak szczególnych relacjach z braćmi Kaczyńskimi jest dyrektor Programu I niezależnej TVP.
Luiza Zalewska, w tekście zupełnie nieporuszanym na Salonie pisze między innymi:
Skąd Raczyńska zna braci Kaczyńskich, i to aż tak dobrze, by być ważniejsza od prezesa publicznej telewizji? To pierwsza zagadka w jej wyjątkowym życiorysie. Ona sama w wywiadach opowiadała tak: “Przyjaźnię się z panią Jadwigą Kaczyńską. Cieszę się zawsze, kiedy mogę z nią porozmawiać.”
Sam tekst jest bardzo długi i zawiera mnóstwo smaczków, takich jak fałszywy ślub, który miała urządzić Raczyńska, a na którym był między innymi sam przyszły wtedy jeszcze premier, czy chociażby zagadkę tego, jak Raczyńska odnalazła się na jednej ławce kościelnej z mamą braci Kaczyńskich. Czy to wszystko prawda? Nie wiemy do końca. Wiadomo, że już redaktor Wildstein z Raczyńską miał problemy tak duże, że ta gdy miała zostać odwołana z wrażenia się rozchorowała.
Nie trzeba już wspominać, że szefem telewizji jest prominentny działacz PiS, a do niedawna media publiczne kontrolowała kandydatka PiS do Sejmu RP. Wcześniej pojawiały się informacje medialne, jakoby prawdopodobna wielbicielka Zbigniewa Ziobry, pani Kotecka majstrowała coś przy materiałach do “Wiadomości” do tego stopnia, że w telewizyjnym molochu “zagubiła” się taśma z wypowiedzią Ziobry, odebraną jako grożenie opozycji. Teraz widz “Wiadomości” również nie mógł się dowiedzieć, że premier cokolwiek wspomniał o “13 grudnia 1981″. Takich “wpadek” pewnie znalazłoby się więcej…
Generalizować nie można, bo i nie wszystko jest w TVP skrzywione. Redaktor Leski przez PiS wykorzystać by się nie dał, redaktor Strzyczkowski również jest światełkiem w tunelu. Ba! I redaktorowi Pospieszalskiemu zdarza się tak przyhamować, że nawet warto słuchać. Ale czy to decyduje o wizerunku telewizji? A może o tym decydują “Wiadomości” i “Misja specjalna”. A jeśli tak…
To czy rzeczywiście tyle się zmieniło przez te 8 lat, panie redaktorze Pospieszalski?
Hail Caesar wrzesień 25, 2007
Posted by melwas in Kaczyński, polityka.add a comment
Właśnie po raz kolejny obejrzałem film Ridleya Scotta pt. “Gladiator”. Nie pamiętam nawet który to już raz. Ponoć jest tak, iż za każdym kolejnym razem człowiek, oglądając znany już sobie film zauważa inny, mniej lub bardziej istotny szczegół. Dziś, kilka tygodni przed wyborami, po dwóch latach rządów Jarosława Kaczyńskiego moją uwagę zwróciły dwa bardzo ciekawe fragmenty, które należy potraktować jako swego rodzaju ciekawostkę.
Pierwszy z nich dotyczy rozmowy Commodusa, samozwańczego cesarza rzymskiego ze swoją siostrą Lucillą. Fragmenty ze scenariusza w oryginale:
***
COMMODUS: Who would deign to lecture me?
LUCILLA: Commodus, the senate has its uses.
COMMODUS: What uses? All they do is talk. It should be just … you and me, and Rome.
LUCILLA: Don’t even think it. There has always been a senate….
COMMODUS: Rome has changed. It takes an Emperor to rule an empire.
LUCILLA: Of course, but leave the people their….
COMMODUS: Illusions?.
LUCILLA: …traditions.
COMMODUS: My father’s war against the barbarians, he said it himself it achieved nothing. But people still loved him.
LUCILLA: People always love victories.
COMMODUS: But why? They don’t see the battles? What do they care about Germania?
LUCILLA: They care about the greatness of Rome.
COMMODUS: The greatness of Rome? But what is that?
LUCILLA: It’s an idea, greatness. Greatness is a vision.
COMMODUS: Exactly. A vision. Do you not see, Lucilla? I will give the people a vision of Rome and they will love me for it. They will soon forget the tedious sermonizing of a few dry old men. I will give them the greatest vision of their lives.
***
Druga scena dotyczy rozmowy pomiędzy dwoma senatorami, w momencie, gdy cesarz Commodus ogłosił igrzyska dla Rzymian:
GAIUS: Games! 150 days of games!
GRACCHUS: He’s cleverer than I thought.
GAIUS: Clever? The whole of Rome would be laughing at him if they weren’t so afraid of his Praetorian.
GRACCHUS: Fear and wonder. A powerful combination.
GAIUS: Do you really think the people are going to be seduced by that?
GRACCHUS: I think he knows what Rome is. Rome is the mob. He will conjure magic for them and they will be distracted. He will take away their freedom, and still they will roar. The beating heart of Rome is not the marble of the Senate, it is the sand of the Colosseum. He will bring them death, and they will love him for it.
***
I teraz zróbmy mały eksperyment.
Za Senat, podstawmy Trybunały i Sądy. Za siostrę, brata. Za cesarza, prezesa. Za Rzym, Polskę. Za Pretorian, prokuraturę. Za igrzyska, …walkę z układem.
Oczywiście otrzymamy wizję przerysowaną, w pewnych momentach nieprzystającą do współczesnej rzeczywistości. Trzeba jednak zauważyć, że w pewnym stopniu cytaty te przedstawiają prawdy ponadczasowe, mające zastosowanie w każdej rzeczywistości, w każdej epoce, w każdym zakątku świata. Także w dzisiejszej Polsce.
Odnieśmy słowa dotyczące Rzymu, Tłumu i samego Cesarza do dzisiejszej Polski, Obywateli i premiera:
“Who would deign to lecture me?” mówi Cesarz o Senacie, w domyśle stopującym jego działania. Commodusowi nie podoba się sytuacja, w której grupka osób, w domyśle elit – niejako wiąże mu ręce – ogranicza pole działania. Przecież on wie lepiej, więc jak ci starcy mogą go pouczać? Skąd my to znamy?
Co mówi Jarosław Kaczyński? “Jest nieporozumieniem traktowanie Trybunału jako zespołu mędrców”. Czy nie jest to ten sam typ myślenia? Premier wedle własnego mniemania czyni dobrze, jednak grupka ludzi próbuje blokować jego naprawcze działania. W domyśle są to ludzie oderwani od rzeczywistych problemów, stojący zasadniczo w opozycji do pragnień obywatela.
Co ciekawe również w filmie, w rozmowie Commodusa z senatorem Gracchusem pojawiają się takie oto słowa:
GRACCHUS: The Senate is the people, Sire, chosen from the people, to speak for the people.
COMMODUS: I doubt if many people eat so well as you do, Gracchus, or have such splendid mistresses, Gaius. I think I understand my own people.
Czy teoria o łże-elitach, tak naprawdę żerujących na pracy zwykłych obywateli, czy oligarchach, którzy kosztem pracy zwykłych zjadaczy chleba i dzięki niejasnym interesom dorobili się fortun, nie jest tak naprawdę inną formą tego dialogu pomiędzy Cesarzem a Senatorem?
Kaczyński mówi o czymś jeszcze. Nie dość, że Trybunały i Sądy zasadniczo wywodzą się z pewnego “Salonu”, to jeszcze na dodatek w zasadzie nie robią niczego dobrego dla kraju. W domyśle, dla kraju działa prokuratura, a sądy przeciwdziałają tej dobrej pracy, choćby wypuszczając na wolność doktora G. czy kwestionując niektóre “słuszne” zarzuty.
O tym samym mówi Commodus: What uses? All they do is talk. Oczywiście Jarosław Kaczyński nie posuwa się aż do stwierdzenia, że powinna być tylko Polska, On i Brat, ale na pewno czyni wstęp do zastanawiania się, czy czasem nie ma takich zakusów. Często posuwa się nawet dalej, mówiąc, iż trzeba się zastanowić na kształtem Trybunału, jednak mimo wszystko są to tylko papierowe groźby.
Ciekawe są również dalsze linijki scenariusza, która tak naprawdę pokazują, na czym Jarosław Kaczyński buduje swoją popularność. Lucilla mówi między innymi, że ludzie kochają zwycięstwa oraz, że zależy im na wielkości Rzymu. Nie wiedzą, co się dzieje w Germanii, w domyśle – ile ginie tam ludzi, jak ciężkie są bitwy, ale wieści o przychodzących zwycięstwach krzepią ich i budują w nich uwielbienie dla przywódcy.
Kaczyński, będąc premierem korzysta właśnie z takich odruchów. Wielu ludzi tak naprawdę nie obchodzą niuanse, nie obchodzi ich czy G. zabił naprawdę albo czy P. naprawdę chronił gangsterów, nie jest do końca ważne, czy Lepper rzeczywiście chciał brać łapówkę albo czy przed wejściem do domu Blidy jakaś narada miała miejsce czy nie. Ważny jest efekt. Wizja. A wizją jest walka z korupcją, której masowość ma tworzyć wrażenie jej skuteczności.
A że po kilku tygodniach, miesiącach czy latach sąd czy inny trybunał uzna, iż sprawa była naciągana albo człowiek jest częściowo lub całkowicie niewinny, to jest zupełnie nieważne. W końcu, jak mówi Commodus: They will soon forget the tedious sermonizing of a few dry old men. I trudno nie zgodzić się z tą opinią.
Również rozmowa między dwoma senatorami jest sympomatyczna. Równie dobrze można by zamienić ich togi na szykowne garnitury lub nawet zwykłe flanelowe koszule i wyobrazić sobie dwóch intelektualistów rozmawiających na ten sam temat w dzisiejszej Polsce.
I znowu, nie można oczywiście o strachu dzisiejszym mówić tak samo, jak o strachu pod rządami okrutnego cesarza. Można jednak szukać pewnych analogii. Czy jednak ten strach (jeśli istnieje) dotyczy tylko działań aparatu ścigania? Nie do końca. Pewnikiem jest, iż ostre natarcie prokuratury i służb, z którymi mamy do tej pory do czynienia wymusza pewne obawy – obawy o szukanie haków, o grzebanie w życiorysach czy spektakularne zatrzymania a la Wąsacz, jednak prawdziwy strach ujawnia się gdzie indziej.
Jest to strach obecny choćby w szeregach obozu rządzącego, objawiający się jako obawa przed posądzeniem o zdradę, o udział w układzie. Jest to także strach w spółkach skarbu państwa, strach przed utratą stanowisk, strach przed popadnięciem w niełaskę, strach przed wypchnięciem poza polityczny biegun. Strach ten oczywiście łączy się z podziwem dla Jarosława Kaczyńskiego, jako świetnego przywódcy i wspaniałego taktyka. Wydaje się, iż właśnie te dwie rzeczy tak mocno łączą trzon PiSu, będący niemal wojskiem Kaczyńskiego.
Z wyborcami jest inaczej. Na wyborach Kaczyński nie może wymusić strachu, pozostaje mu tylko podziw. Jednak prezes PiS przyciąga swój elektorat czymś innym, również opisanym w dialogu między senatorami.
I think he knows what Rome is. Rome is the mob. The beating heart of Rome is not the marble of the Senate, it is the sand of the Colosseum. He will bring them death, and they will love him for it.
Bijące serce Polski to nie mury Trybunału Konstytucyjnego i Sądów Najwyższych. To zwykły brak chleba, brak pracy, brak perspektyw i bieda. W końcu to spotkania z lekarzami żądającymi łapówek czy ciągnące się kolejki w urzędach czy przychodniach. PiS idealnie kanalizuje te wszystkie tęsknoty, żale i złości zwykłych Polaków, których właśnie silny przywódca, dając im wielki policyjno-prokuratorsko-antyukładowy show, odciąga od problemów codzienności, karmiąc ich “śmiercią”, która w tym wypadku oznacza ludzi wyprowadzanych w kajdankach, ciemne zwalczane układy czy wreszcie efektowne słowa w polityce zagranicznej.
To wszystko wcale jednak nie pokazuje, że Kaczyński ma ciągoty do autorytaryzmu czy cesarstwa. Kaczyński nie jest ani Commodusem ani Putinem i pewnie nigdy nim nie zostanie. Te krótkie zestawienie pokazuje, czemu PiS wygrywa, a czemu PO i LiD zostają daleko w tyle.
Scenariusz do “Gladiatora” został napisany pod koniec lat 90. Mógł jednak być napisany i 10 lat wcześniej, i 100, czy wreszcie być opisem prawdziwych rządów dyktatorskich. Bo pokazuje pewne uniwersalne zjawiska. Zjawiska, z których Kaczyński idealnie potrafi korzystać.
Chęć oglądania widowisk, zamiłowanie do “przelewanej krwi”, rządów silnej ręki, niechęć do elit czy wreszcie żal, wynikający z własnej nieporadności. Na tych wszystkich nutach idealnie gra prezes Prawa i Sprawiedliwości. Tym samym nie możemy spodziewać się po nim merytorycznej debaty, nie możemy spodziewać się wielkich debat – Kaczyński to mistrz małych gierek i grania na ludzkich lękach, słabościach i emocjach.
Dlatego właśnie zarówno Tusk czy Olejniczak nie mają z nim większych szans. Kaczyński bowiem reprezentuje to bijące serce Polski, Tusk i Olejniczak wciąż siedzą na marmurach Senatu.